Muzyczne podsumowanie stycznia.

Pierwszy miesiąc roku minął w okamgnieniu. Dopiero co świętowaliśmy Nowy Rok, a tu już zawitał do nas luty — miesiąc zakochanych (i nie tylko 😉 ).
Coś się kończy, a coś się zaczyna, a taki stan rzeczy sprzyja podsumowaniom.
Ponieważ od dziecka jestem zakręcona na punkcie muzyki (tak, jestem jedną z tych osób, które przy niej zasypiają, inaczej nie da rady), to nie może zabraknąć muzycznych zestawień na tym blogu.
Jak więc wygląda muzyczne podsumowanie stycznia?

Wilki – miłość odkryta na nowo.

Pierwsze cztery pozycje, które Wam chcę podsunąć, to piosenki zespołu Wilki, który to został założony w 1991 roku, a zadebiutował w roku 1992 (ach, mój rocznik! 😉 ) płytą „Wilki”. To właśnie z niej pochodzą dwie z czterech piosenek. Myślę, że nie ma potrzeby pisania o nich więcej, bo o tym zespole słyszał już chyba każdy.
Niech przemówią dźwięki ;).

Wilki  – Cień w dolinie mgieł

„Cień w dolinie mgieł” towarzyszył mi cały styczeń. Całkowicie skradł moje serce, poruszał najgłębsze struny duszy, przywoływał wspomnienia i zapach wakacji…

Wilki – Beniamin

Beniamin jest utworem, który wraca do mnie co jakiś czas. Kolejna piosenka, która jest niezwykle bliska mojemu sercu, zwłaszcza, od kiedy wróciłam do pogrywania na gitarze, co prawda znam tylko podstawy (no dobra, nie oszukujmy się, są to „podstawy podstawowych podstaw”), ale Beniamina jestem w stanie zagrać. Zwłaszcza przy ognisku…

Wilki – A moje bóstwa płaczą

Kolejna, niesamowicie sentymentalna pozycja z muzycznego podsumowania stycznia. Kolejna pozycja, która pozwala mi odpłynąć z gitarą (polecam dla początkujących, cała piosenka to bodajże 4 – 5 chwytów). Utwór, który płynął w słuchawkach podczas tworzenia wpisów na tego bloga. Utwór, który towarzyszył mi podczas spacerów z aparatem. Utwór pobudzający moją kreatywność.

Wilki – Eroll

Ostatnia pozycja, jeżeli chodzi o wilki, to coś żywszego, zdecydowanie mniej balladowego. Przyznam, że głos Roberta Gawlińskiego ma w sobie coś… niezwykłego, wręcz magicznego. Posłuchajcie sami.

KULT i Kazik — moja mieszanka wybuchowa.

Kolejne cztery, a właściwie to dwie pozycje, gdyż jedna to piosenka Kazika, a ostatnia zaś, to cover, który wykonała Kasia Nosowska, to znowu polski zespół. KULT, bo o nim mowa, to zespół założony w 1982 roku przez Kazika Staszewskiego i Piotra Wieteskę. Dla mnie KULT to totalny miszmasz, wrzucenie głównie muzyki rockowej, punku, nowej fali, doprawienie rockiem psychodelicznym i chociażby jazzem, wymieszanie w wielkim garze i podanie w formie muzyki, którą kocham. Ideał. Chociaż mam wrażenie, że Kazika i KULT albo się kocha, albo nienawidzi. No cóż, ja postaram się podrzucić kilka utworów, które mi przygrywały w ubiegłym miesiącu. Są to raczej klasyki, ale może ktoś ich nie zna ;).

KULT – Dziewczyna bez zęba na przedzie

Klasyk nad klasyki. Mój utwór jesienno — zimowy. Nie wiem, czy też tak macie, ale ja posiadam w swojej kolekcji utwory, które uwielbiam, np. zimą, ale kompletnie nie podchodzą mi latem. Są za „ciężkie” albo za „lekkie”. Tak jest z „dziewczyną bez zęba na przedzie”. Utwór jest dla mnie ciężki. Idealny na ciemne, jesienne i zimowe dni…

Kult – Czarne słońca

Utwór, który odkryłam dzięki przyjaciółce. M, dziękuję!
Muzyki, którą reprezentuje KULT, słucham dobre kilkanaście lat, jednak przyznam, że do Kazika musiałam dorosnąć. Dojrzeć. Jako nastolatka nie przepadałam za tym zespołem, no może, pomijając kilka piosenek typu: „Brooklińska rada Żydów” czy „Baranek”. Jednak słuchając te piosenki teraz, muszę przyznać, że odbieram je często zupełnie inaczej. Mam inne spojrzenie na słowa, które są zapisane w piosence. To jest takie piękne w muzyce, że wraz z naszym dojrzewaniem, dorastaniem, zmienia się jej odbiór. Pojmowanie…

KAZIK – Cztery pokoje

I to jest właśnie ta mieszanka wybuchowa, o której wspominałam we wstępie do KULTU. Totalny miszmasz. Posumowanie muzyczne stycznia, roku, a nawet kilku ostatnich lat w jednej piosence ;). Do tego głos Beaty Bartosiewicz. Jest moc!

KULT – Arahja (KULT cover)

O matko. To, co się działo na TYM koncercie, podczas TEJ piosenki zostanie mi w pamięci na całe życie… Kasia, HEY i cały tłum, zwyczajnie rozwalili mi system. Nie potrafię nawet określić, jak potężne emocje wywołało we mnie to wykonanie „Arahji”. Stałam tam i ryczałam (bo płaczem tego nazwać nie można) jak bóbr. Nie ma dnia, w którym bym nie przesłuchała chociaż raz tej piosenki w tym wykonaniu. Wykonanie KULTU to majstersztyk, ale Kasia… Zwyczajnie brakuje mi słów. Żeby odebrać ten utwór w pełni, trzeba było to przeżyć na tym koncercie. Piękne.

Lacuna Coil

Lacuna Coil to grupa utworzona w roku 1994 w Mediolanie, grająca Gothic Metal. Słabość do tego gatunku muzycznego mam ogromną, to właśnie od Gotyku zaczęło się zainteresowanie cięższymi brzmieniami. Przyznaję jednak, że Lacuna Coil nie byli mi jakoś bliżej znani…

Lacuna Coil – Enjoy the Silence

Piosenkę „Enjoy the Silence” pamiętam z czasów prehistorycznych, kiedy w radiu puszczano wersję oryginalną (Depeche Mode), jednak ten cover skradł moje serce w całości.

Margaret

Margaret (Małgorzata Jamroży, ur. 30.06.1991), piosenkarka i autorka piosenek, głównie muzyki pop (jeżeli coś pomyliłam nie bijcie, wytłumaczcie, gdyż nie jest to mój ulubiony gatunek muzyczny i nie orientuję się w nim).

Margaret – Heartbeat

Tak jak wspominałam, Margaret wykonuje muzykę, która nie jest moim „naturalnym” środowiskiem, jednak to, w jaki sposób to robi, wzbudza mój podziw. Heartbeat podbił moje serce i cały styczeń bił rytmem mojego serca ;).

Katy Perry

Katy Perry nie trzeba chyba przedstawiać nikomu… Kolejna wokalistka, która wykonuje muzykę zupełnie inną od tej, którą słucham na co dzień, jednak ma kilka utworów, do których nóżka sama rwie się do tańca, a melodia mocno wpada w ucho.

I na koniec dwa utwory… nietypowe.

SMKKPM/SMKKPMzO czyli Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Sekcji Prawdziwych Mężczyzn z Olą

SMKKPM/SMKKPMzO, czyli Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Sekcji Prawdziwych Mężczyzn z Olą. Zespół, który pamiętam jeszcze z czasów nagranej w studenckiej, ciasnej kuchni, za pomocą kalkulatora piosenki „Na ułańskie stepy”. Więcej o nich poczytacie tutaj.

SMKKPM + FAMA Warszów – Piękny i Bestia

Kocham. Poznałam rok temu i pokochałam. Kolejny utwór pachnący wakacjami, ciepłem, zbożem i przygodami. Podróżami małymi i dużymi. Dzieciństwem. Utwór, który niesie też pewną dawkę nostalgii. Przemijanie, dorastanie. Posłuchajcie koniecznie. Wiecie, że „kiedy nikt nie widzi, życie trwa wiecznie”?

SMKKPM – Mamy jeszcze czas

Nie bardzo wiem co napisać o tym utworze. To kolejny z tych wakacyjnych. Tych, które dają kopa motywacji. Lubię i z całego serca polecam!

 

Ufff… Doszliśmy do końca.
Trochę się rozszalałam z tą muzyką, ale uwierzcie, że bardzo się powstrzymywałam przed dodaniem tu kolejnych piosenek.
Na sam koniec pytanie: czy znaliście te utwory?
Może któryś z nich również towarzyszył Wam w styczniu?
Koniecznie podzielcie się tym w komentarzach!

 

Spodobał Ci się artykuł? Zostaw kilka słów od siebie! :)