Bullet Journal, czyli planer idealnie dopasowany.

Bullet Journal, czyli planer idealnie dopasowany
Bullet Journal, czyli planer idealnie dopasowany

 

W poprzedniej notce wspomniałam o tym, że od prawie roku prowadzę Bullet Journal. W ostatnim czasie ten sposób planowania czasu zyskał mocno na popularności, jednak uważam, że w naszym kraju, ciągle za mało o nim wiemy. Czym właściwie jest Buller Journal, nazywany również zdrobniale „Bujo”?
Śpieszę z wyjaśnieniami.
Przyznam, że szybciej i łatwiej, będzie mi wymienić, czym Bullet nie jest. Więc zacznę od tej strony. Bullet nie jest… czymś, co Cię ograniczy. I to by było na tyle. Naprawdę. Bujo ma tyle zastosowań, że dopasuje się do każdego, kto lubi planować na papierze.
Bullet Journal, jest planerem, który można porównać do szytego na miarę garnituru lub sukienki — leży idealnie. Wszystko dzięki temu, że o tym, co się w nim z najdzie i ile zajmie miejsca, decydujemy wyłącznie my.

O Bullet Journal w wersji oficjalnej.

Bullet Journal, to system planowania, stworzony przez Rydera Carrolla, który opiera się jedynie na notatniku, ulubionym długopisie i systemie znaczników. Ryder Carroll proponuje swoje znaczniki, które rysujemy, przy danym zadaniu (np. gdy wykonamy, lub przeniesiemy na inny dzień jakąś czynność), sama korzystam tylko z trzech + kolory oznaczające grupy zadań, np. fiolet, to zdrowie i lekarze :). Więcej o tym systemie w oryginalnej wersji, poczytacie tutaj.

Jak się do tego zabrać?

Porada numer 1.

Jeżeli będziesz miał do czynienia po raz pierwszy z planowaniem czasu, to nie rzucaj się od razu na głęboką wodę i nie wydawaj kroci, na super zeszyt, najdroższe pióra i długopisy, miliony naklejek i tasiemek washi. Moim zdaniem, warto zacząć od najzwyklejszego zeszytu, np. w kratkę, czystego lub w linie (moje pierwsze bujo było w linie). Z resztą sam autor tej metody mówi, że opiera się ona na ulubionym notatniku i długopisie. Niczym więcej. Poza tym, jeżeli uznasz, że to nie dla Ciebie, nie będziesz miał uczucia zmarnowanych pieniędzy.

Porada numer 2.

Nie zniechęcaj się, jeżeli coś Ci nie wyjdzie. Bullet Journal, to nie konkurs na najpiękniejsze rysunki i najrówniejsze linie. Bujo ma pasować do Ciebie, odpowiadać na Twoje potrzeby, planowanie w nim, powinno być przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem.

Porada numer 3.

Internet jest Twoim sprzymierzeńcem. Serio, serio. Jeżeli należysz do tej grupy osób, które mają głowę pełną pomysłów i są w stanie, bez większego problemu rozrysować wszystko, co sobie zaplanowały to z całego serducha Ci zazdroszczę. Jednak większość z nas, potrzebuje nieco inspiracji i wskazówek, zwłaszcza na starcie. Mnóstwo pomysłów znajdziesz na Pintereście i wyszukiwarce obrazów Google. Sporo o Bullet Journalu znajdziecie też u źródła, czyli na stronie bulletjournal.com, a jeżeli lubicie grupy na Facebooku, to z czystym sercem mogę Wam polecić: Bullet Journal Polska, Bullet Journal Beginners oraz Bullet Journal Junkies.

Porada numer 4.

Próbuj, eksperymentuj, kombinuj. Możesz czytać najmądrzejsze teksty, najserdeczniejsze porady, szukać najpiękniejszych inspiracji, ale bez próbowania się nie obejdzie. To Ty musisz znaleźć sposób prowadzenia Bujo, który najbardziej będzie Ci odpowiadał. Może potrzebujesz jedynie rozkład miesięczny, może tygodniowy, a może wystarczą Ci dniówki? Jednemu przyda się „rok w pikselach„, innemu wykres picia wody, rozpiska diety, ćwiczeń, lista pomysłów na posty na blogu, jeszcze ktoś inny stwierdzi, że chce prowadzić Bullet Journal połączony z pamiętnikiem, albo dziennikiem z podróży. Ja preferuję Bujo, w którym są rysunki i naklejki, ale Ty możesz prowadzić czytelne tabelki. Jedyne co Cię ogranicza, to Twoja wyobraźnia.

Pomysły na listy, kolekcje i trackery, czyli co możesz zamieścić w swoim Bujo.

Listy

  • lista marzeń do spełnienia przed… (np. trzydziestką),
  • lista pomysłów na wpisy na blogu,
  • comiesięczna lista wydatków,
  • zakupy na AliExpress/allegro itp.,
  • lista pomysłów na sesje zdjęciowe,
  • lista pomysłów na grafiki,
  • lista tematów zdjęć na Instagrama,
  • tygodniowy/miesięczny plan wrzucania postów na bloga/do portali społecznościowych,
  • grafik pracy,
  • porównanie cen danych produktów w różnych sklepach.

Kolekcje:

  • książki do przeczytania,
  • ulubione dania (wraz z przepisami),
  • ulubione piosenki,
  • ulubione kanały na TouTube/ blogi/ profile na Instagramie,
  • ulubione cytaty,
  • ważne dla nas zagadnienia z danej dziedziny, np. psychologii (u mnie to chociażby koło uczuć, figura Gestalt…),
  • kolekcja tasiemek washi,
  • kolekcja naszych długopisów/ kredek/ pisaków (u mnie służy to zorientowaniu się w kolorach i przebijaniu na drugą stronę).

Trackery/wykresy:

  • wykresy nastroju (mood tracker),
  • rok w pikselach,
  • tracker ćwiczeń,
  • śledzenie picia wody,
  • tracker ulubionego serialu,
  • ile śpię.

Temat list, kolekcji i trackerów, pozwolę sobie rozwinąć w osobnej notce ;).

Moja przygoda z Bujo.

Kalendarze książkowe.

Pierwszy raz, natknęłam się na ten sposób planowania, gdzieś w połowie 2016 roku, gdy zdenerwowana tym, że wszystkie moje kalendarze książkowe mają za mało miejsca na wszelakie rozpiski, postanowiłam zaprojektować i wydrukować swój pierwszy planer do segregatora. Ręcznie rysowane tabelki urzekły mnie swoją urodą, ale po chwili namysłu, stwierdziłam, że to nie dla mnie i z pokorą wróciłam do drukowanych tabel i wykresów. Jednak idea została już we mnie zaszczepiona i powolutku sobie wzrastała ;). Drukowany kalendarz, dosyć szybko wylądował w kącie i został kandydatem do tytułu „najlepszy szpargał do zbierania kurzu”. No cóż, na jakiś czas zostałam bez planera.

Nowa Era.

Nastał rok 2017, pierwsze trzy miesiące przemęczyłam w kalendarzu, po czym stwierdziłam, że dosyć tego ściskania literek i czas na coś nowego! Spróbować zawsze można. Przyznam się Wam teraz, drodzy czytelnicy, że kolekcjonuję zeszyty. Jeżeli jakiś mi się spodoba, to muszę go mieć, no takie jedno z nietypowych hobby. Wybrałam najładniejszy z nich, zebrałam swoje zabawki do rysowania i puściłam wodze fantazji. No dobra. Chciałam puścić, ale za nic w świecie mi to nie wychodziło. O, Pintereście i blogi kreatywne, dziękuję, że istniejecie i mnie uratowałyście! Pierwsze pół roku prowadzenia Bujo to totalny miszmasz. Rozkłady miesięczne, tygodniowe, dniowe, budżetówki, wykresy, wszystko mało czytelne, ale… cieszę się, że spróbowałam, bo już kolejny zeszyt, wygląda o niebo lepiej i jest zdecydowanie bardziej „mój”, bardziej skrojony na miarę.

Co dało mi twórcze planowanie czasu?

Bullet Journal, pozwolił mi na rozwój kreatywności (ozdabianie stron), dzięki niemu nauczyłam się systematyczności w planowaniu i wreszcie odpuściłam sobie bycie idealną. Czemu? W momencie, kiedy przestałam pilnować, by każda narysowana linia była idealnie prosta, bym nic nie wykreślała z dniówek, a każdy rysunek mógł stawać do mojego osobistego zestawienia „the best of”, prowadzenie Bujo, zwłaszcza rysowanie, stało się świetną odskocznią od stresów dnia codziennego, a planowanie każdego miesiąca i dnia jest teraz zwyczajnie przyjemne, już nie traktuję tego jako przymusu, żeby się nie pogubić w planach, teraz jestem dumną posiadaczką planera idealnego.
IDEALNEGO DLA MNIE :).

Więcej o moim Bujo, opowiem w następnych wpisach.

Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam Ci, ten genialny sposób planowania czasu. Jeżeli zastanawiasz się, czy warto, to mogę powiedzieć jedno: nie przekonasz się, póki nie spróbujesz, być może okaże się, że zaczynasz super przygodę z kreatywnym zarządzaniem czasem.

Spodobał Ci się artykuł? Zostaw kilka słów od siebie! :)